Świat Pontusa
INSPIRED BY BERCIK
wtorek, 24 stycznia 2012
Od domku do domku
Domki mamy dwa. Jeden ma jedno wejście i na górze się jada ziółka, to znaczy ja jadam, bo Tola nie sięga, a drugi w drugim kącie - ma dwa wejścia i jest dużo większy. Ale Tola zawsze chce spać w tym, w którym ja akurat leżę. No i tak staje przed wejściem i zaczyna po swojemu gadać i gadać i gadać. Ja jej na to turkoczę cichutko, żeby mi dała pospać spokojnie, przecież ma drugi, a ona nic, tylko gada i gada, weźmie się pod boki i gada i kwęka. No to, żeby mi dała spokój, wychodzę i idę do drugiego domku. Ale jak sobie poleżymy osobno, to mam ochotę na wspólne przytulango, wychodzę na podwórko i turkoczę do niej, czasem mi się udaje ją wyciągnąć z domku, bardzo jest wtedy niezadowolona, albo raczej taką udaje: odwraca się do mnie tyłem i sik! Mmmmmmm moja śliczna! ja się tylko oblizuję wtedy i dalej ją podrywam, bardzo przyjemnie, bardzo... No to jej pokazuję jakim jestem facetem, wskakuję na mniejszy domek, żeby coś przegryźć, a ona wtedy podchodzi, żeby poskubać z boku to, co ja jem. O, właśnie jadłem, a ona nagle podniosła taki krzyk, jakby się nie wiem co działo! To zeskoczyłem, podchodzę, a ona mnie w uszko pocałowała. No czy nie śliczna dziewczyna?
Pani mi obiecała, że jutro zrobi nam zdjęcia, to wam pokażę, jak to wygląda.
sobota, 7 stycznia 2012
Jestem królem puszczy!!!
Bardzo długo nic nie opowiadałem, ale nie chciało mi się i nie miałem kiedy.
Jak poprzednio wspomniałem, pod koniec listopada zostaliśmy sami, wreszcie nikt mnie nie wkurza, nikt nie przeszkadza, nie muszę przed nikim pilnować kobity. Bardzo przyjemne uczucie, od niepamiętnych czasów się nie zdarzyło, bo albo były jakieś śremiaki, albo Pop z Miodkiem, a po drodze jeszcze inne kudłate zarazy. Czasem owszem, trafiły się ładne dziewczyny, ale zanim się zdążyłem zaprzyjaźnić, to zawsze wyjeżdżały.
Tymczasem jakoś zaraz po wyjeździe chłopaków pojechaliśmy do tej miłej pani, co maca i dmucha w futra. Mnie podmuchała (nie lubię, ale to nie takie w końcu straszne) i kazała mnie kąpać raz w tygodniu w jakimś śmierdzącym świństwie...
A potem wzięła Tolę i już myślałem, ze się nie doczekam, tyle to trwało, rozmawiały długo z Dużą i Duża nie była w dobrym humorze po tej rozmowie. Okazało się, że Tola musi mieć OPERACJĘ! To okropnie brzmi, nie wiem, o co chodzi, kiedyś Gryzmoł miał coś takiego i potem zniknął...
No i parę dni po tej rozmowie Duża wzięła Tolę i pojechała. Bardzo się zdenerwowałem, bo przygotowała druga klatkę obok, pomyślałem, ze znowu jakieś obce świnki przyjadą, ale nie, kiedy już zaczynałem tęsknić, Pani przyniosła Tolę i włożyła ją do tej drugiej klatki.
Ale Tola była jak nie Tola. Jakby jej nie było. Nic nie mówiła, a pachniała Nie-Tolą, tylko czymś dziwnym, trochę jak u tej pani, co maca i dmucha, ale mocniej. Więc się poczułem z tym źle. No i w ogóle, co to miało być - sam mam mieszkać? Co jest do świńskiej nogi!!! Nawet jeść mi się nie chciało.
Dopiero następnego dnia Duża mnie przekonała, że w tej klatce obok to naprawdę jest Tola, ale i tak jej nie wierzyłem, a i Tola się nie odzywała, takie to było dziwne jakieś, nie podobało mi się.
Wreszcie, po kilku dniach, Tola pojechała znowu dokądś, a jak wróciła, to już została ze mną! Tyle, że jeszcze na poczatku paskudnie czymś śmierdziała, podobno to się nazywa antybiotyk i jest lekarstwem, ale ja wolałem, kiedy dostawaliśmy do pochrupania suszony krwawnik i suszoną babkę. Tola mi też opowiedziała, że za każdym razem udało jej się obsikać Tę Miłą Panią Co Dmucha W Futro, a raz nawet trafiła do kieszeni!
No i pomału wszystko dochodziło do normy, aż przyjechała Owca. No to znowu życia nie miałem. Tylko uszy czyścić i uszy czyścić! Czy ona swoich nie mogłaby tak czyścić??? Ona mi mówi, że nikt nie ma takich brudnych uszu, ale to nieprawdziwa nieprawda na pewno, ja mam śliczne różowe uszka! I wiecie co? Groziła, że jak nie będę siedział spokojnie, to mnie WY-DE-PI-LU-JE! Nie wiem, co to znaczy, ale boję się myśleć...
Potem do Owcy dojechał Ten, Co Inaczej Mówi, zrobiło się zamieszanie, co chwila pakowanie, szeleszczenie, oni we dwoje robią strasznie dużo hałasu, nic tylko gadają i gadają, śmieją się, nawet śpiewali! no, po prostu porządna świnka spać nie może spokojnie!
No ale w końcu wszyscy pojechali, znowu mamy spokój. Więc wychodzę teraz na środek i mówię: "Tolka, idziemy na spacer! Bardzo niebezpiecznie, idź pierwsza!"
I idziemy, nawet do tego pokoju, gdzie mieszkali Pop z Miodkiem chodzimy sobie pobobczyć, ale tam też nikogo nie ma, tylko my dwoje, czyli JA TU RZĄDZĘ!!!
O, to my na spacerze!
Jak poprzednio wspomniałem, pod koniec listopada zostaliśmy sami, wreszcie nikt mnie nie wkurza, nikt nie przeszkadza, nie muszę przed nikim pilnować kobity. Bardzo przyjemne uczucie, od niepamiętnych czasów się nie zdarzyło, bo albo były jakieś śremiaki, albo Pop z Miodkiem, a po drodze jeszcze inne kudłate zarazy. Czasem owszem, trafiły się ładne dziewczyny, ale zanim się zdążyłem zaprzyjaźnić, to zawsze wyjeżdżały.
Tymczasem jakoś zaraz po wyjeździe chłopaków pojechaliśmy do tej miłej pani, co maca i dmucha w futra. Mnie podmuchała (nie lubię, ale to nie takie w końcu straszne) i kazała mnie kąpać raz w tygodniu w jakimś śmierdzącym świństwie...
A potem wzięła Tolę i już myślałem, ze się nie doczekam, tyle to trwało, rozmawiały długo z Dużą i Duża nie była w dobrym humorze po tej rozmowie. Okazało się, że Tola musi mieć OPERACJĘ! To okropnie brzmi, nie wiem, o co chodzi, kiedyś Gryzmoł miał coś takiego i potem zniknął...
No i parę dni po tej rozmowie Duża wzięła Tolę i pojechała. Bardzo się zdenerwowałem, bo przygotowała druga klatkę obok, pomyślałem, ze znowu jakieś obce świnki przyjadą, ale nie, kiedy już zaczynałem tęsknić, Pani przyniosła Tolę i włożyła ją do tej drugiej klatki.
Ale Tola była jak nie Tola. Jakby jej nie było. Nic nie mówiła, a pachniała Nie-Tolą, tylko czymś dziwnym, trochę jak u tej pani, co maca i dmucha, ale mocniej. Więc się poczułem z tym źle. No i w ogóle, co to miało być - sam mam mieszkać? Co jest do świńskiej nogi!!! Nawet jeść mi się nie chciało.
Dopiero następnego dnia Duża mnie przekonała, że w tej klatce obok to naprawdę jest Tola, ale i tak jej nie wierzyłem, a i Tola się nie odzywała, takie to było dziwne jakieś, nie podobało mi się.
Wreszcie, po kilku dniach, Tola pojechała znowu dokądś, a jak wróciła, to już została ze mną! Tyle, że jeszcze na poczatku paskudnie czymś śmierdziała, podobno to się nazywa antybiotyk i jest lekarstwem, ale ja wolałem, kiedy dostawaliśmy do pochrupania suszony krwawnik i suszoną babkę. Tola mi też opowiedziała, że za każdym razem udało jej się obsikać Tę Miłą Panią Co Dmucha W Futro, a raz nawet trafiła do kieszeni!
No i pomału wszystko dochodziło do normy, aż przyjechała Owca. No to znowu życia nie miałem. Tylko uszy czyścić i uszy czyścić! Czy ona swoich nie mogłaby tak czyścić??? Ona mi mówi, że nikt nie ma takich brudnych uszu, ale to nieprawdziwa nieprawda na pewno, ja mam śliczne różowe uszka! I wiecie co? Groziła, że jak nie będę siedział spokojnie, to mnie WY-DE-PI-LU-JE! Nie wiem, co to znaczy, ale boję się myśleć...
Potem do Owcy dojechał Ten, Co Inaczej Mówi, zrobiło się zamieszanie, co chwila pakowanie, szeleszczenie, oni we dwoje robią strasznie dużo hałasu, nic tylko gadają i gadają, śmieją się, nawet śpiewali! no, po prostu porządna świnka spać nie może spokojnie!
No ale w końcu wszyscy pojechali, znowu mamy spokój. Więc wychodzę teraz na środek i mówię: "Tolka, idziemy na spacer! Bardzo niebezpiecznie, idź pierwsza!"
I idziemy, nawet do tego pokoju, gdzie mieszkali Pop z Miodkiem chodzimy sobie pobobczyć, ale tam też nikogo nie ma, tylko my dwoje, czyli JA TU RZĄDZĘ!!!
O, to my na spacerze!
sobota, 26 listopada 2011
Prose Pani, a pani kicha!
Nikogo nie ma, tylko my, wszyscy pojechali.
Najpierw Pani zamknęła pokój z chłopakami, ale i tak wiedzieliśmy, ze jest ich więcej. Darli się rano, jak wściekli. Potem Pani zrobiła pakunek z torby z dwoma pudełkami, zapakowała ich i fruuuu! poszli sobie. Odbyło się wielkie sprzątanie z odkurzaniem i pastowaniem podłogi tym czymś ohydnym, a za kilka dni do świńskiego pokoju zaczęły zjeżdżać pudła.
I teraz, to, mówię wam, przejść tam nie można, byliśmy dzisiaj na wycieczce, to wiemy. Normalnie jak w jakimś górskim kanionie, wysoko, że nie widać sufitu - pudła na pudłach i na tych pudłach jeszcze inne pudła. Niczym ciekawym nie pachną, tośmy nawet nie nasikali, chociaż z tą myślą zaprowadziłem tam Tolę.
A ona po swojemu gulgocze i gaciami macha. W ogóle zrobiła się teraz jakaś taka rozrywkowa, lubi sobie pójść na spacer, nabobczyć w nowym kąciku.
Dostaliśmy nowy paśnik - nawet niezły, nie powiem, sami zobaczcie.
No a dzisiaj Pani siedzi i klepie w komputer i wzdycha i narzeka, ale najgorsze, że co jakiś czas kicha. Raz to sobie mało głowy nie rozbiłem, bo jak ktoś kicha, to trzeba uciekać!
Najpierw Pani zamknęła pokój z chłopakami, ale i tak wiedzieliśmy, ze jest ich więcej. Darli się rano, jak wściekli. Potem Pani zrobiła pakunek z torby z dwoma pudełkami, zapakowała ich i fruuuu! poszli sobie. Odbyło się wielkie sprzątanie z odkurzaniem i pastowaniem podłogi tym czymś ohydnym, a za kilka dni do świńskiego pokoju zaczęły zjeżdżać pudła.
I teraz, to, mówię wam, przejść tam nie można, byliśmy dzisiaj na wycieczce, to wiemy. Normalnie jak w jakimś górskim kanionie, wysoko, że nie widać sufitu - pudła na pudłach i na tych pudłach jeszcze inne pudła. Niczym ciekawym nie pachną, tośmy nawet nie nasikali, chociaż z tą myślą zaprowadziłem tam Tolę.
A ona po swojemu gulgocze i gaciami macha. W ogóle zrobiła się teraz jakaś taka rozrywkowa, lubi sobie pójść na spacer, nabobczyć w nowym kąciku.
Dostaliśmy nowy paśnik - nawet niezły, nie powiem, sami zobaczcie.
No a dzisiaj Pani siedzi i klepie w komputer i wzdycha i narzeka, ale najgorsze, że co jakiś czas kicha. Raz to sobie mało głowy nie rozbiłem, bo jak ktoś kicha, to trzeba uciekać!
wtorek, 1 listopada 2011
Popiołek pojechał
Od kilku dni był jakby większy ruch i Pani więcej rozmawiała przez telefon. Wczoraj Popiołek biegał cały wieczór, Pani go miziała, gadała do niego, na nas w ogóle nie zwracała uwagi, robiła mu zdjęcia, nawet wyglądałem, co to się dzieje.
Dzisiaj w środku dnia, akurat kiedy spaliśmy sobie z Tolą spokojnie, zadzwonił dzwonek do drzwi (jak ja go nie lubię, tego dzwonka!)i przyszła jakaś inna Pani.
O czymś rozmawiały kilka chwil, trochę się śmiały, wyciągnęły Popa (słyszałem, jak fukał ze złości) i zaczęły do niego słodko przemawiać. No, myślę, znowu ktoś się zachwyca Szarakiem. A tu widzę - Pop ląduje w norce, norka w koszyku, pakują manatki i tyle! Ta Młoda wychodzi z Popem w koszyku!
No proszę Państwa - Pop został ADOPTOWANY! Czyli pojechał do nowego domu, w którym będzie mieszkał z nową Panią. Panie wypełniły jakieś papiery i tyle...
W sumie, to dobrze! Przestanie mnie wkurzać swoim zapaszkiem, już tylko jeden został wkurzacz - Rudy, ten, co tak biega jak nakręcony, biega i gada, gada i biega...
Dzisiaj w środku dnia, akurat kiedy spaliśmy sobie z Tolą spokojnie, zadzwonił dzwonek do drzwi (jak ja go nie lubię, tego dzwonka!)i przyszła jakaś inna Pani.
O czymś rozmawiały kilka chwil, trochę się śmiały, wyciągnęły Popa (słyszałem, jak fukał ze złości) i zaczęły do niego słodko przemawiać. No, myślę, znowu ktoś się zachwyca Szarakiem. A tu widzę - Pop ląduje w norce, norka w koszyku, pakują manatki i tyle! Ta Młoda wychodzi z Popem w koszyku!
No proszę Państwa - Pop został ADOPTOWANY! Czyli pojechał do nowego domu, w którym będzie mieszkał z nową Panią. Panie wypełniły jakieś papiery i tyle...
W sumie, to dobrze! Przestanie mnie wkurzać swoim zapaszkiem, już tylko jeden został wkurzacz - Rudy, ten, co tak biega jak nakręcony, biega i gada, gada i biega...
niedziela, 23 października 2011
Zakochałem się!
Tylko nie mówcie Toli, bo to takie zakochanie na odległość, i tak nic z tego nie będzie, ale sami zobaczcie
Jakaż ona piękna z tą bielą! Oczy różowe, cudne! I
te dzieci wcale by mi nie przeszkadzały, chłopaka bym pogonił, a dziewczynka, hmmm, też by się przydała w stadzie...
Ciekawe, u nas znowu się pojawiły jakieś świństwa, hałasowali jak dzikusy, śmierdzieli jakoś dziwnie, zestrachane toto, tylko tupoty i piski, jakby przyjechały myszy, a nie świnki.
Nie chciało mi się tam do nich chodzić i Toli tez zabroniłem, teraz jeszcze jeden został, ale nie wychodzi, podobno ma chore oko...
Przywiózł ich taki człowiek, co grubo gada z inną Panią i mówili jakieś okropne rzeczy, że znowu ktoś źle traktował świnki. Jakbym był człowiekiem, tobym zrobił z tym wreszcie porządek, ale nie powiem, oni w tym stowarzyszeniu też się starają zupełnie nieźle, w końcu Tola tez mi opowiadała, jak u nich było w Bystrej i Arni opowiadał (jak się nie wściekał hihihi ) jak było w mini-zoo.
Więc powiedzcie im, że ich popieram, a moje poparcie to jest coś!
Jakaż ona piękna z tą bielą! Oczy różowe, cudne! I
te dzieci wcale by mi nie przeszkadzały, chłopaka bym pogonił, a dziewczynka, hmmm, też by się przydała w stadzie...
Ciekawe, u nas znowu się pojawiły jakieś świństwa, hałasowali jak dzikusy, śmierdzieli jakoś dziwnie, zestrachane toto, tylko tupoty i piski, jakby przyjechały myszy, a nie świnki.
Nie chciało mi się tam do nich chodzić i Toli tez zabroniłem, teraz jeszcze jeden został, ale nie wychodzi, podobno ma chore oko...
Przywiózł ich taki człowiek, co grubo gada z inną Panią i mówili jakieś okropne rzeczy, że znowu ktoś źle traktował świnki. Jakbym był człowiekiem, tobym zrobił z tym wreszcie porządek, ale nie powiem, oni w tym stowarzyszeniu też się starają zupełnie nieźle, w końcu Tola tez mi opowiadała, jak u nich było w Bystrej i Arni opowiadał (jak się nie wściekał hihihi ) jak było w mini-zoo.
Więc powiedzcie im, że ich popieram, a moje poparcie to jest coś!
poniedziałek, 17 października 2011
Nuuuudno
Nuuudno, zimno na dworze, trawa coraz mniej smaczna, spać się chce.
Dostaliśmy nowy domek, bardzo smaczny, bardzo! I bardzo głośno się go chrupie, mówię wam, kapitalnie, mina Naszej Pańci bezcenna! - nad ranem, kiedy się zrywa, żeby zobaczyć co ją obudziło, mamrocze coś co brzmi jak: "mmmm, cicho, cholery!", gasi światło i bęc, pada i zasypia...
W zeszłym tygodniu dostaliśmy całą górę mięty, bo skrzynki wyjechały na klatkę schodową, zielska nie ma, znowu cykoria i cykoria.
Tola zrobiła się śpiochem, jak zaśnie, to przegapia smakołyki, ale jak się dorwie do trawy, to nie mam szans.
No nuuudno.
Szary z Rudym biegają pojedynczo, nie lubię ich, więc do nich nie chodzę, jak będą chcieli, to sami przyjdą.
Dostaliśmy nowy domek, bardzo smaczny, bardzo! I bardzo głośno się go chrupie, mówię wam, kapitalnie, mina Naszej Pańci bezcenna! - nad ranem, kiedy się zrywa, żeby zobaczyć co ją obudziło, mamrocze coś co brzmi jak: "mmmm, cicho, cholery!", gasi światło i bęc, pada i zasypia...
W zeszłym tygodniu dostaliśmy całą górę mięty, bo skrzynki wyjechały na klatkę schodową, zielska nie ma, znowu cykoria i cykoria.
Tola zrobiła się śpiochem, jak zaśnie, to przegapia smakołyki, ale jak się dorwie do trawy, to nie mam szans.
No nuuudno.
Szary z Rudym biegają pojedynczo, nie lubię ich, więc do nich nie chodzę, jak będą chcieli, to sami przyjdą.
piątek, 30 września 2011
Dziwny tydzień
Dopiero teraz piszę, bo wcześniej nie mogłem po prostu pozbierać myśli, takie dziwne rzeczy się działy! Sami zobaczcie.
Najpierw przyjechała Ta Duża Zwana Owcą, spała na materacu na podłodze, ja się zawsze źle czuję, kiedy ktoś zajmuje moją podłogę i blokuje mi ulubione przejście pod ścianą. Więc nie chodziliśmy na poranne podkanapowe spacerki. Trwało to kilka dni, obcięła nam wszystkim pazurki, wyczyściła mi uszy no i wygłaskała że ho ho.
Ale najlepsze było potem. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Nasza Duża razem z Owcą i jeszcze jedną Dużą (tą od Fagota, całkiem miło pachnie) zabrały chłopców razem z klatkami. Nic nie powiedziały, zabrały i już! Potem jeszcze nasza wymyła podłogę, nic nie pachniało nikim, więc mogliśmy sobie spokojnie pójść i sprawdzić, czy rzeczywiście Popa i Miodka nie ma w domu. No i nie było. Tośmy nabobczyli z radości tam, gdzie stała ich klatka.
A wieczorem nie wróciła nasza Duża, tylko Młoda Zwana Owcą i przyprowadziła ze sobą jakiegoś Dużego, co grubym głosem gada i to tak, że nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił, jakoś całkiem inaczej. I Owca też z nim tak rozmawiała. On tak mówił śmiesznie do nas: "Ke pasia?" i to brzmiało podobnie, jak Duża do nas mówi: "No cio, no cio?" Ja bym jej odpowiedział "cio", ale jestem grzeczny co do zasady.
W sumie to on, ten Duży, był miły, nawet nas karmił, tylko Owca stale zamiatała bobki, żeby nie wdeptywali - a kto im kazał chodzić boso? No i robili do jedzenia jakieś dziwne rzeczy, pachnące zupełnie inaczej, niż to, co robi sobie nasza Duża. Nic tylko papryka i papryka, a raz to jak zaczęli coś kroić oboje z Owcą, to aż myśmy się pokichali, takie to było paskudztwo i on oczy wycierał i mówił że cebolla coś mu się nie podoba. No ba - takich rzeczy się nie je! Jeżeli się dobre zielone jak trawa czy ogórki oddaje nam, a sobie zostawia takie żrące paskudztwo, to czemu się dziwić?!
No i narzekali, kiedy którejś nocy okropnie mnie zaczęły swędzić zęby i wziąłem się za ogryzanie domku. Że hałas robię. Jak ogryzam przy naszej Dużej, to nie narzeka. Za to on, ten Duży - nie uwierzycie! - położył spać wszystkie zegary, bo mu tykanie przeszkadza. Jak samochody jeżdżą to mu nie przeszkadza, śmieszni ci ludzie. Ale się nie gniewał że łazimy pod kanapą rano i gadamy, więc jest w porządku.
Potem oboje okropnie szybko mówili i kręcili się po domu, zostawili góry jakiś rzeczy, że trudno było przejść, pogłaskali nas i poszli. Niedługo wróciła nasza Duża i przywiozła Popa z Miodkiem... I znowu jest jak było, a Owcę słychać tylko czasem w takim czymś, co stoi na biurku nad naszym domkiem, to się nazywa komputer.
Wczoraj Duża robiła nam zdjęcia. Normalnie tego nie lubię, ale tym razem miałem okazję najeść się mięty, to nawet nie narzekałem.
Zobaczcie sami, jak wyszliśmy z Tolą.
To ja, kiedy jem miętę:
No i czy Tola nie jest śliczna?
Najpierw przyjechała Ta Duża Zwana Owcą, spała na materacu na podłodze, ja się zawsze źle czuję, kiedy ktoś zajmuje moją podłogę i blokuje mi ulubione przejście pod ścianą. Więc nie chodziliśmy na poranne podkanapowe spacerki. Trwało to kilka dni, obcięła nam wszystkim pazurki, wyczyściła mi uszy no i wygłaskała że ho ho.
Ale najlepsze było potem. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Nasza Duża razem z Owcą i jeszcze jedną Dużą (tą od Fagota, całkiem miło pachnie) zabrały chłopców razem z klatkami. Nic nie powiedziały, zabrały i już! Potem jeszcze nasza wymyła podłogę, nic nie pachniało nikim, więc mogliśmy sobie spokojnie pójść i sprawdzić, czy rzeczywiście Popa i Miodka nie ma w domu. No i nie było. Tośmy nabobczyli z radości tam, gdzie stała ich klatka.
A wieczorem nie wróciła nasza Duża, tylko Młoda Zwana Owcą i przyprowadziła ze sobą jakiegoś Dużego, co grubym głosem gada i to tak, że nie słyszałem, żeby ktoś tak mówił, jakoś całkiem inaczej. I Owca też z nim tak rozmawiała. On tak mówił śmiesznie do nas: "Ke pasia?" i to brzmiało podobnie, jak Duża do nas mówi: "No cio, no cio?" Ja bym jej odpowiedział "cio", ale jestem grzeczny co do zasady.
W sumie to on, ten Duży, był miły, nawet nas karmił, tylko Owca stale zamiatała bobki, żeby nie wdeptywali - a kto im kazał chodzić boso? No i robili do jedzenia jakieś dziwne rzeczy, pachnące zupełnie inaczej, niż to, co robi sobie nasza Duża. Nic tylko papryka i papryka, a raz to jak zaczęli coś kroić oboje z Owcą, to aż myśmy się pokichali, takie to było paskudztwo i on oczy wycierał i mówił że cebolla coś mu się nie podoba. No ba - takich rzeczy się nie je! Jeżeli się dobre zielone jak trawa czy ogórki oddaje nam, a sobie zostawia takie żrące paskudztwo, to czemu się dziwić?!
No i narzekali, kiedy którejś nocy okropnie mnie zaczęły swędzić zęby i wziąłem się za ogryzanie domku. Że hałas robię. Jak ogryzam przy naszej Dużej, to nie narzeka. Za to on, ten Duży - nie uwierzycie! - położył spać wszystkie zegary, bo mu tykanie przeszkadza. Jak samochody jeżdżą to mu nie przeszkadza, śmieszni ci ludzie. Ale się nie gniewał że łazimy pod kanapą rano i gadamy, więc jest w porządku.
Potem oboje okropnie szybko mówili i kręcili się po domu, zostawili góry jakiś rzeczy, że trudno było przejść, pogłaskali nas i poszli. Niedługo wróciła nasza Duża i przywiozła Popa z Miodkiem... I znowu jest jak było, a Owcę słychać tylko czasem w takim czymś, co stoi na biurku nad naszym domkiem, to się nazywa komputer.
Wczoraj Duża robiła nam zdjęcia. Normalnie tego nie lubię, ale tym razem miałem okazję najeść się mięty, to nawet nie narzekałem.
Zobaczcie sami, jak wyszliśmy z Tolą.
To ja, kiedy jem miętę:
No i czy Tola nie jest śliczna?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
