Do mieszkania miałem mniejszą klatkę, transporter, dywanik i jeszcze coś nowego - podusię taką mięciutką, że się na niej bardzo miło położyć! Ale za to jakie były pyszne rzeczy do jedzenia: podobno nazywają się krwawnik, trawa, babka i mlecz, wszystko świeże, zerwane w ogródku, ech, pychotka!
A dzisiaj rano MOJA robiła dużo różnych rzeczy, tych, których nie znoszę - rozmawiała przez telefon i coś jej w tych telefonach piszczało - zawsze się bardzo wtedy denerwuję, bo to piszczy jak ptak, a ptaków nie lubię. Potem zrobiła coś okropnego - zapakowała mnie do dużego transportera (całe szczęście, że było w nim dużo trawy), owinęła w polar i znowu jechaliśmy. Na szczęście - do domu. Trochę mnie to znudziło, bo tak w kółko jeździć i jeździć, ale - w domu nie ma nikogo, po Zającu został tylko zapach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz